Strona domowa Konrada Różyckiego

Dziś niedziela, 20 maja 2012 roku, imieniny Bernarda, Bernardyna i Bazylego
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
An error occured during parsing XML data. Please try again.
22 Supermaraton Kalisia
Spis treści
22 Supermaraton Kalisia
za półmetkiem

Pod koniec poprzedniego sezonu postawiłem przed sobą dwa cele - złamanie 3 godzin w maratonie i 10 godzin na 100km. Do realizacji pierwszego zabrakło mi trochę ponad 9 minut, drugi zrealizowałem ze sporym zapasem.

Supermaraton Kalisia był poprzedzony ponad miesięcznym specjalnym okresem przygotowawczym, który rozpoczął się po Maratonie Warszawskim. Biegałem tempem znacznie wolniejszym niż poprzednio, ale za to znacznie dłuższe dystanse. W tym okresie pokonałem łącznie 642km. Kluczowym okazał się maraton w Poznaniu - poprzedzony 28km rozbieganiem dookoła Malty. Po nim postanowiłem pobiec nieco szybciej niż wcześniej planowałem, po konsultacji z trenerem oczywiście.

Do Kalisza przyjechałem pociągiem ok. 16:30. Z dworca pomalutku przeszedłem do zlokalizowanego na starówce biura zawodów.

W biurze zastałem Mirzę, który mimo różnych przeszkód kończył dopinanie wszystkiego na ostatnią agrafkę. Potwierdziłem rejestrację, odebrałem numer. Z każdą chwilą przybywało zawodników, w tym znajomych z całego kraju. Czas leciał szybko. Ok.19 rozpoczęła się pasta party, a sympatyczny kucharz serwował wspaniały makaron z sosem. Po 20 ruszył autokar do Blizanowa. Ja się zabrałem samochodem z Mel i Galernikami - Pierwszym Galem i Anką.

Nocleg na sali gimnastycznej. Śpię niespokojnie, często się budzę. To dla mnie normalne przed ważnym biegiem. Rano pobudka o 4:30, na dworze siąpi. Ubieram się, zjadam lekkie śniadanie i w drogę.

Autobus nas wiedzie do Stawiszyna. Przestaje padać. Lekka rozgrzewka i kilka minut po szóstej wspólnie odliczamy sekundy do startu. Ruszamy. Prowadzeni przez rowerzystę okrążamy dwukrotnie rynek w Stawiszynie, by potem się udać na trasę wylotową. Kończą się latarnie jest ciemno i mokro. Na szczęście nie pada. Staram się unikać kałuż, nasłuchuję biegnących przede mną, czasami jakiś plusk, czasami mocne słowo. Biegniemy. Nie mam pojęcia, jakie jest tempo. Na dobiegu kilometry nie są oznakowanie, ale w tych warunkach musiałyby być tablice świetlne. Konsekwentnie trzymam się grupy. Kolejne zabudowania i znowu pola. Biegniemy. Z daleka widzę odblaskowe kamizelki. Biegniemy. Z prawej ktoś krzyczy 5km, 27:48. To dobra wiadomość, tempo właściwe, udało się za bardzo nie wyrwać. Skręcamy w lewo, wbiegamy na pętlę. Kierunek Blizanów. Pomału zaczyna się robić widno. Widzę znaki na asfalcie 12, 11 - na drugim pasie coraz więcej biegaczy, nawrót już blisko. 10km - 56 minut. Nawrót, na punkcie biorę kubek herbaty.

Tempo mam dobre, ale to przecież dopiero początek. Przede mną 6 razy Chomiczówka. Znaki na drodze są co kilometr 11, 12, skręt w lewo, strażacy pilnują by nas nikt nie rozjechał. Długa prosta, 13, 14. Z daleka słychać muzykę. Strażacy, skręt w lewo i punkt w Jarantowie. Dzieciaki z herbatą, wodą, kawą i sokiem - tak początkowo nazywały izotonik. 15km tempo zgodne z planem. 16, 17 ... kolejne wioski, pola, jeziorko, lasek. Trasa przyjemna, wydaje się, płaska, kolejne pętle to zweryfikują. 18, 19. Burdzew, słychać muzykę i doping dzieciaków, kolejny punkt mijam bez zatrzymania. Tu jest agrafka, wrócę po nawrocie. 20km, widzę kolejnych zawodników jak obiegają stojącego po środku strażaka. Zawracam, zwalniam na punkcie, znów biorę picie. Wciąż biegnę w grupie. 21, 22, Znów pola, lasy, kolejna wioska Jankowskie Górki. 23, skręt na Wygodę. 24 za chwilę Blizanów. Ruch nieco większy, strażak nam każe pobiec chodnikiem. Wzniesienie, zakręt i punkt w Blizanowie.

Dzieciaki czytają imiona biegnących. Znowu łyk picia i od nowa. 11, 12, skręt w lewo, 13, 14 znów w lewo Jarantów, 15,16 ... 20, Burdzew, agrafka. 21,22 ... 24, strażak, Blizanów. Pierwszy posiłek, nie mam ochoty na swoje batony, biorę ciasto drożdżowe, domowy wypiek, z kruszonką, takie uwielbiam. Potem to był mój główny posiłek, na innych punktach ciasta też pyszne. Znów odliczanie 11, 12 - to już 42km, patrzę na zegarek - 3:55 jest dobrze, dubluję. 13 - teraz mnie dubluje zwycięzca. Ależ on pędzi. Jakoś tak wyszło, że biegnę sam. 14, Jarantów, Burdzew ... i znowu Blizanów. Dzieciaki na punktach, dzieciaki po drodze - dopingują, pytają, podbiegają, czasami dłużej towarzyszą na rowerach. Gdyby nie one byłbym całkiem sam. Czasami spotykam Suchego i Agę, czasami mijam znajomych.

Strasznie się rozpisałem - pisze się szybciej niż biegnie.